Witam serdecznie
Po długim czasie postanowiłam dalej dzielić się wspomnieniami o moje wsi i mojego dzieciństwa
Dziś jest sylwester i wiele osób nie wie jak można go spędzić.
Myśmy nie mieli wielkiego wyboru.
Można było zorganizować jakąś prywatkę przy adapterze gdzie miało się płyty często żle nagrane
z chrapiącą muzykom szampana tez nie było może jakieś tanie wino. Ale było bardzo wesoło wymyślaliśmy przy tym różne zabawy i tańce do białego rana.
Jeden taki sylwester odbył się u mojej koleżanki. Rodzice jej pozwolili na zorganizowanie  takiego mini balu. Jej mama przygotowała nam dobre jedzenie a my resztą przygotowaliśmy.
Bal miał się rozpocząć o godzinie dwudziestej każda dziewczyna miała przyjść z chłopakiem, mój chłopak wycofał się i nie przyszedł bo mu rodzice nie pozwolili.
W pewnym momencie pukanie do drzwi myśmy się pochowali a mama koleżanki otworzyła dżwi
W drzwiach był nasz ksiądz, który uczył nas religii. Ten ksiądz był młody i bardzo przystojny więc zabawa była do samego rana.
W tym czasie nie było zmywarek więc brudne naczynia wkładaliśmy do dużej miski. Po wpici trochę alkoholu i wymyślnych tańcach w pewnej chwili wpadłam tyłkiem w tą miskę z naczyniami i już nie było co zmywać bo prawie wszystkie roztrzaskałam a tyłek bardzo długo mnie bolał.

Inny sylwester  to remiza w Kleszczowie

Na takiego sylwestra nikt nikogo nie zapraszał, Myśmy z Woli szli całą grupom a że było bardzo zimno więc braliśmy buty na zmianę do tańca. Na sali nie było wydzielonych stolików tylko w kółko sali były drewniane ławki jeżeli komuś udało się usiąć na takiej ławce to było bardzo dobrze reszta musiała stać, pod tymi ławkami chowaliśmy buty i nikt ich nie pilnował. Muzyka grała bardzo głośno i tańce były do białego rana. W tych czasach nikt nie tańczył sam. Dziewczyny musiały czekać jak ich któryś chłopak po prosi do tańca, jeżeli nie prosił to taka dziewczyna siedziała przez cały czas. Na sali unosiły się tumany dymu każdy mógł palić na sali i pic nawet z butelki bo nie było innej możliwość
Szacowni mieszkańcy wsi Kleszczów siedzieli na tak zwanej galerce gdzie były stoły i krzesła do siedzenia. ja miałam szczęście bo mój chłopak pochodził z takiej szacownej rodziny więc siedziałam razem z jego rodzinom
Po skończonym sylwestrze musieliśmy wracać wszyscy razem do domu i wtedy okazało się, że nie ma naszych butów pod ławkom. Wracaliśmy w letnich butach a mróz był ponad 20 stopni i jeszcze w domu awantura o buty. W tych czasach nikt nie miał wielu par obuwia tylko jedne na daną porę roku. Ale to są chwile, które się bardzo długo pamięta dla których brak do określenia słów
Helena Bęczkowska

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Młócenie zboża