Nadchodzi czas na dalsze wspomnienia
wigilia zbierała się cala rodzina, mama zajmowała się gotowaniem 
w kuchni my natomiast ubieraniem choinki i przystrajaniem stołu
natomiast tata oprzątkiem zwierząt. Musiały być napojone i najedzone
bo o północy przemawiały ludzkim głosem, ale żeby tego nie słyszeć co
te zwierzęta wygadywały na swoich gospodarz to gospodarze udawały się
o północy na pasterkę.
Stół musiał być przykryty białym wyprasowanym obrusem a pod stołem
był snopek słomy i siano zapach tej słomy i siana brakuje mi dzisiaj.
Dzieci wyglądały pierwszej gwiazdki aby zasjąć do wieczerzy.
Na centralnym miejscu a talerzu przykrytym białą serwetką był opłatek.
na stole znajdowały się pyszne pachnące dania. Zapach pieczonych suszonych grzybów
których używano do kaszy, i zapach suszonych gotowanych owoców z kompotu, który
się piło przez całą wigilię jest chyba niezapomniany przez całe życie.
Wigilię rozpoczynał ojciec modlitwą wszyscy musieli stać i oddać hołd świętom.
Następnie wszyscy dzielili się opłatkiem składając życzenia.
Na stole musiał być obowiązkowo jeden talerz więcej dla strudzonego
gościa. Pod stołem stało naczynie gdzie pierwsze łyżki każdej potrawy
były wrzucane dla zwierząt., tam do tego naczynia wkładano też kolorowy
opłatek.Po spożyciu kolacji obowiązkowo był śpiew kolęd, ja nie umiała śpiewać więc byłam
zwolniona.
A teraz to jest moda wyjadę na święta do pęsionatu tam mi wszystko zrobią.
Wigilia  wśród obcych osób i po przjeżdzie z takich świąt przechwalanie się w pracy na co to
mnie stać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Młócenie zboża