Zapomniani mieszkańcy Woli Grzymalinej


          Jak w każdej społeczności tak i w społeczności Woli Grzymalinej były osoby niepełnosprawne. W latach pięćdziesiątych nikt  nie interesował się dziećmi niepełnosprawnymi, żadne władze czy organizacje, rodzice tych dzieci były zdane same na siebie często ukrywając tą niepełnosprawności przed ludżmi. A osoby niepełnosprawne miały bardzo  trudne życie. Pamiętam była taka Todzia Jędrzejczyk głucho niema, która całe życie pasła krowy i mówiła różaniec po swojemu nie  chodziła do żadnej szkoły. Po śmierci  rodziców zabrał ją brat

U nas na kolonii było dwóch niepełnosprawnych Władek i Jasi Kukły, Jasiu był bardziej upośledzony, matka ich była chora a  te dzieci miały naprawdę biedę. Od najmłodszych lat chodziły po służbie u ludzi, paść krowy i wykonując proste czynności w obrządku u ludzi za kawałek chleba i jakiś kont do spania nikt się z nimi nie liczył i nikt nigdy nie stanął w ich obronie . Wiem tylko, że tego Władka rodzina gdzieś sprzedał do innej wioski do jakiegoś baora bo to był silny chłop. Natomiast Jasiu jak zachorował został oddany do jakiegoś przytułku.

Napiszę jeszcze historię związaną z Jasiem, ich dom stał na skraju lasu i pewnego dnia w czasie wojny do mieszkania   wtargnęli żołnierze niemieccy szukając broni, matka chora wystraszona a mały niepełnosprawny Jasi biegał po izbie. Żołnierze krzyczeli gdzie jest broń, mały Jasi tez krzyczał, że broń ma tata w spodniach, a faktycznie spodnie wisiały na haku i w nich był karabin, lecz widzieli że to dziecko jest nie pełnosprawne więc nie zwracali na niego uwagi. I tak Jasiu uratował rodzinę


Komentarze

  1. Ciekawe a zarazem bardzo bolesne wspomnienia.
    Dodam Janek przebywał u swojej siostry Haliny cierpiał straszną biedę i jego przyrodni brat MARIAN wystarał się o dom opieki. Niestety w niedługim czasie zmarł.

    WLADEK dziwnym trafem znalazł się w PGR koło Wrocławia gdzie spotkał swoją przyrodnią siostrę i też się ożenił z bardzo mądrą wdową.
    Ostatni raz widziałam się Marianem Zdziśką ,
    to przyrodnie rodzeństo Wladka ,,koniec lat siedemdziesiątych jak kopalnia zbierała ich ziemię kopalnia ich ziemię ktorą dzierżawił mój Ojciec.
    Kontakt się urwał kiedy zmarł nagle Marian.
    TODZIA pięknie robiła swetry na drutach ,przecudne wzory które sama wymyślała.
    Z W.

    i

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ SIĘ ZACZYNA

Młócenie zboża

Wola Grzymalina - odwiedziny po czterech dekadach